Jedziemy. Mały trzyletni, nazwijmy go Pietruchą, pokazuje paluchem za szybę i pyta Nuncjusza (7 lat):
P: Co to jest?
N: Samolot.
P: A jaki?
N: Osobowy.
P: Pasażerski?
N: Pasażerski to to samo co osobowy. - zaznacza z wyższością.
P: Osobowy to pociąg!
Ooo się Pietrucha wyrobił.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecięce zaskoczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecięce zaskoczki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 lutego 2014
niedziela, 9 lutego 2014
Starszak pisze "ze słuchu"
Starszak pisze "ze słuchu". Sam się stara, bo rodzice - lenie nie zawsze mogą/chcą po raz setny wpisać coś do wyszukiwarki.
Czy ktoś zgadnie czego szukał Starszak?
p.s.
Chyba wolałabym jakoś inaczej pisać niż Starszak i Młodszy. Myślałam i myślałam i z zakamarków pamięci wydobyło się wspomnienia naszego rozczulania się nad niemowlaczkiem. Był Nunek, Nusiek, a w ekstremalnej formie Nuncjusz. Chyba ten Nuncjusz zostanie. A dla Młodszego coś się jeszcze wymyśli.
wtorek, 4 lutego 2014
Takie tam i portret
Poszłam dziś oddać książki do biblioteki. Słonko przyjemnie świeciło i zaskakująco mocno grzało. Ptaki świergotały jak szalone. Można było zamknąć oczy i poczuć się jakby była już wiosna. Ach...No, może przeszkadzał mały szczegół - mróz i śnieg.
W tym roku po raz pierwszy przegapiłam ten moment - pierwszy padający śnieg. Zawsze strasznie się rozczulam, stoję w oknie i cieszę się jak dziecko. To takie magiczne. Niestety magia szybko mija wraz z przenikliwym zimnem, skrobaniem szyb i odśnieżaniem.
***
Grałam dziś ze Starszakiem w quiz.
Ja: Kto to jest kawaler?
Starszak: Ktoś kto podaje kawę.
***
Ostatnie tworzenie obrazków przez Starszaka, zaowocowało portretem rodziców.
Ja:
Ślubny stwierdził, że oddaje moją osobowość. Niby co to miało znaczyć, hę?
Małżonek pluskający się z wdziękiem w morzu:
he he he :)
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Mózg
Robimy obiad, smażę tradycyjne kotlety, które Starszak obtacza w jajku i tartej bułce.
- Mamo, zabrakło mi bułki do ostatniego kotleta.
- To trzeba było tak robić, żeby starczyło. - mówię niebyt wychowawczo, lekko już poirytowana innymi sprawami. - Myśl.
- Nie chce mi się myśleć. - stęka starszak - Nie umiem.
- Ale przecież myślisz cały czas. - wzdycham i postanawiam trochę rozszerzyć temat- Widzisz, każdy ma w głowie mózg i on służy do myślenia. Myślisz gdy układasz tory, gdy budujesz z klocków lego, gdy się bawisz...
- Wcale nie, to są moje prezenty, a one nie są najważniejsze, więc o nich nie myślę.
- ????
Chwilę zajęło nim pojęłam, że wraca nasze ciągłe powtarzanie, że w święta najważniejsze jest Narodzenie Jezusa, spotkanie się z rodziną, wspólny czas, a nie myślenie o prezentach. Jak mawiał klasyk "witki mi opadły". Cóż miałam powiedzieć, wróciłam do obiadu. Matczyny obowiązek kazał mi jednak zmobilizować siły i znowu zmierzyć się z tematem.
- Kochanie, to nie o to chodzi. Codziennie używamy mózgu do myślenia....
- Ja nie używam, żeby się nie zmęczył.
- ..............
Czy pisałam już o witkach??
Subskrybuj:
Posty (Atom)


